Zbuntuj swoje dziecko

by CreativeMAMA

morgan-basham-364865

 

Niedawno, raptem kilka dni temu, obejrzałam, jak i blisko 20 milionów ludzi na całym świecie, apel nastolatka do swoich oprawców. Chłopiec był nękany i szykanowany, przezywany i wyśmiewany. Oglądając krótki filmik, jaki mama Keatona umieściła na Youtube, widać, że chłopiec jest bardzo wrażliwy, zmęczony całą sytuacją i … inny niż większość dzieci. Co jeszcze można wywnioskować z filmu? W tle słychać pewny, silny głos mamy. Mamy, która jest wsparciem dla syna i która nie pozwoli się mu załamać. Dlaczego nie rozpisuję się nad moim pękającym z żalu sercem i niesprawiedliwością jaka spotkała chłopca? Bo niestety taki jest świat. Wszędzie, w każdym zakamarku znajdziemy istoty znęcające się nad innymi, czerpiące satysfakcję z cierpienia innych. Szczególne mocno nas to dotyka, gdy takie zło dostrzegamy wśród dzieci.

Zastanawiacie się zapewne, jak to jest możliwe? Skąd biorą się dzieci nękające dzieci? Nie musicie daleko szukać. Najlepiej przyjrzeć się własnemu podwórku. Wszędzie są dzieci, które walczą o uwagę, o odrobinę miłości, akceptacji, o wybicie się, o zaistnienie… Skąd bierze się ta walka? Dlaczego już kilkulatki potrafią bezwzględnie rywalizować w szkole?

Przecież uczymy dzieci empatii, poświęcamy im czas, pokazujemy co jest dobre, a co złe… Tak, uczymy tego wszystkiego. Budujemy z klocków wieże, bawimy się w łaskotki, tańczymy, śpiewamy, a gdy maluszek jest starszy, opowiadamy, że należy się dzielić zabawkami, tłumaczymy, że uderzenie kogoś wywołuje ból, że kotka można głaskać delikatnie, a nie ciągnąć za łapy…. Uczymy, a równocześnie pozbawiamy dziecka możliwości doświadczania. Zauważyłam to dopiero teraz, przy Basi – moim 3 dziecku. Człowiek jest z natury istotą ciekawską, jest empirykiem. Wszystkiego chce dotknąć, doświadczyć. Można tłumaczyć 5-latkowi 150 razy, żeby czegoś nie robił, ale jak będzie chciał, to i tak to zrobi. Możemy chronić nasze dzieci przed złem tego świata, ale prawda jest taka, że dopóki same nie doświadczą tego zła, nie będą umiały się przed nim bronić. Naszą rolą w tym wszystkim jest wspieranie, wyjaśnianie, wskazywanie możliwych rozwiązań. To co piszę, jest trudne. Chcemy chronić nasze dzieci za wszelką cenę, ale prawda jest taka, że gdy mały człowiek znajdzie się w świecie, w społeczności, gdzie ścierają się setki charakterów, bez odpowiednich narzędzi, nie poradzi sobie. Stanie się ofiarą.

jordan-whitt-145327

Czy to znaczy, że dziecka należy uczyć przemocy i pokazywać mu brutalność świata od najmłodszych lat? NIE !!! Wręcz przeciwnie !! Tłumaczyć trzeba, ale nie podstawiać pod nos gotowych rozwiązań. Trzeba pozwolić dziecku się przewracać. Tak, to boli, ale bez bólu nie będzie potrafiło przyjąć właściwej, obronnej postawy. Czy z samych tylko opowieści dziecko nauczy się huśtać na huśtawce? Czy w naszych słowach odnajdzie wskazówki, jak balansować ciałem, jak panować nad równowagą, jak zgrać ruchy, żeby odnieść sukces, a równocześnie nie spaść? Niestety nie. Jedyna rada, to pozwolić dziecku działać. Asekurować, ale pozwolić na ruch, na samodzielność.

Jak to się ma do nękania? Z moich obserwacji wynika (muszę tu jednak zaznaczyć, że nie jestem ani psychologiem, ani pedagogiem), że dziecko, które uważamy za niegrzeczne (bardzo nie lubię tego słowa), niedobre, agresywne ( o ile oczywiście nie jest chore, niektóre choroby przejawiają się w agresywnych zachowaniach), to dziecko walczące o uwagę. Jak to zapytacie? Przecież poświęcamy uwagę! Być może w naszej opinii tak jest, ale w opinii dziecka – niekoniecznie.

Gdy dziecko chce być zauważone, chce być w centrum zainteresowania naszym, rodzeństwa czy innych dzieci, nie będzie przecież recytować wiersza. Najszybszą i najkrótszą drogą do osiągnięcia celu jest…zrobienie czegoś kontrowersyjnego z czym się nie zgadzamy. Dlaczego tak jest? Bo na te zachowania zwracamy uwagę/ reagujemy najszybciej. To nic, że podnosimy głos, strofujemy, upominamy – cel został osiągnięty. Dziecko jest w centrum uwagi. Niedorzeczne….powiecie. Niekoniecznie. To o tym rozpisują się mądre podręczniki dla rodziców – nie zwracaj uwagi na złe zachowanie, reaguj na dobre. Tylko, że to jest czysta abstrakcja. Tzn co? Jak dzieciak nas kopnie to udajemy, że nic się nie stało? No przecież nie!! Reagujemy szybko i stanowczo. Przekazujemy komunikat, mówimy o własnych uczuciach i odczuciach. Nie rozwodzimy się nad sytuacją, bo dziecko po 30 sekundach nie słyszy z naszej gadaniny nic, a nic. Ale sytuacja się zmienia, gdy dziecko zrobi coś nadzwyczaj godnego pochwały – maluch sam z siebie podzieli się zabawkami, ciasteczkiem, pomoże nieść zakupy… wtedy skupiamy na dziecku swoją uwagę. Chwalimy, przytulamy, zachwycamy się.

I wracam do sedna sprawy. Nastolatek pod tym względem nie różni się od 2-5 latka. Też chce zaistnieć i być zauważony. W domu jest zauważany wtedy, gdy dostanie złą ocenę, albo uwagę. Pochwały kończą się na krótkim super, ekstra, brawo. Dużo więcej słów dziecko słyszy, gdy zrobi coś źle, niż dobrze. Przestałam. Przestałam robić wykłady na temat uwag swojego syna. Krótko i na temat i przekaz jest jasny. Zaczęłam bardziej doceniać sukcesy, choćby te maleńkie. Staram się dużo mówić, ale nie tak bla, bla, bla….zaczęłam swojego prawienastolatka traktować bardziej partnersko. Chcę, żeby mówił o swoich przemyśleniach, obserwacjach, sytuacji w szkole. Nie wtrącam, co ja bym zrobiła na jego miejscu, opowiadam jak wyglądało moje życie jako nastolatki, jakich wyborów dokonywałam, że było trudno. Marek wie, rozumie. Bywa zagubiony, bo hormony zaczynają swój taniec, ale staram się go wspierać.

Mati cierpi na, wdzięcznie przeze mnie nazwany, Syndrom Środkowego Dziecka. Nie jest najmądrzejszy, bo starszy brat go w tym względzie detronizuje (co nie oznacza, że jak na swój wiek, nie jest inteligentny – jest. Nawet bardzo, nieprzeciętnie), przestał być najmłodszy, więc status „słodziaka” przeszedł z automatu na Basię (chociaż jest słodziakiem – przytulakiem)…zaczął więc próbować inaczej się wybić w rodzinie. Przyodział się w cechy dziecka niesfornego, lubiącego negocjować, choćby i kolor skarpetek, ciągle dyskutującego z naszymi (rodziców) wyborami. Z początku było ciężko. Nawet bardzo. Dopiero uświadomienie sobie, że Mati chce być zauważony, pomogło mi we właściwym reagowaniu. Ta jednostka, żeby dobrze czuć się w rodzinie, musi wiedzieć, że współdecyduje. Nie chodzi o wielkie rzeczy, ale jego własne wybory np. podczas zakupów, liczenie się z jego zdaniem, a nie…mama wie lepiej. W szkole Mati jest ideałem. Silny, mądry, lubiany, pomocny. To wszystko ma dzięki bratu. Nauczył się od niego. Ale równocześnie w konfrontacji z Markiem, Mati jest niepewny, zaczepny i kłótliwy – chce konkurować z bratem, chce być równy z nim i być przez niego zauważany, traktowany po partnersku, co nie zawsze się udaje, ze względu na różnicę wieku.

Marek wszystko co ma, osiągnął ciężką pracą…nie mówię o ocenach, a o kontaktach z rówieśnikami. Już w przedszkolu mój pierworodny był indywidualistą. Lubił mieć własne zdanie i płynąć pod prąd. Nie dawał sobie wmówić, że jego przekonania są gorsze, bo inne. Miał zaledwie kilku kolegów, ale wcale mu to nie przeszkadzało, za to bywał przez to nękany. Był małym wrażliwcem, chronionym przeze mnie przed przemocą i złem….i z tym wszystkim zetknął się już w przedszkolu. I wtedy to, zapaliła mi się lampka. TO MOJA WINA !! Zbyt mocno chroniłam dziecko. Nie nauczyłam asertywności, zawsze przekonywałam do dzielenia się z innymi, do ustępowania. Mój błąd. Szybko to naprawiłam. Zaczęłam uczyć głośnego i stanowczego mówienia NIE!! BA! Nauczyłam jak fizycznie się bronić! Wcale tego nie żałuję. Długo trwało, zanim wyprostowałam swój błąd, zanim wytłumaczyłam, że nie wszyscy są przyjacielscy, że koledzy straszący go wymyśloną bronią są bezsilni, jeżeli się im nie podda. Udało się. Nadal zdarzają się sytuacje trudne, ale Marek nie boi się głośno przeciwstawić. Nie waha się, żeby zaprowadzić do pedagoga szkolnego nękaną koleżankę. Nie boi się prosić o pomoc. Teraz wkraczamy w etap, że konfrontować można się na różne sposoby, a obrana droga niesie za sobą konkretne konsekwencje. To trudne, ale dziecko musi wiedzieć, że jego decyzje mogą mieć wpływ na życie innych.

Wracając do meritum sprawy. Moje niezbyt bogate doświadczenie pokazuje, że oprawcami zostają dzieci cierpiące na brak uwagi, mające kompleksy, niedowartościowane, nie nauczone empatii. Te dzieci nie są złe… one walczą o przywództwo w grupie, o bycie kimś – najlepszym. A co z ofiarą? To z reguły dziecko wrażliwe, często inne (czy to fizycznie, czy w poglądach) niż reszta. Tu zaczyna się rola rodzica. Dziecko musi znać swoją wartość, musi być asertywne, pewne siebie….nawet wrażliwca można tego nauczyć – głośnego mówienia NIE. Dziecko powinno wiedzieć gdzie szukać pomocy i przede wszystkim nie powinno się bać o nią prosić, a rodzic powinien zawsze być wsparciem dla swojego dziecka (co nie powinno być mylone z bezkarnością. Dziecko, które „coś” zbroiło, powinno ponieść konsekwencje, ale nawet wtedy, może czuć wsparcie rodzica. Wystarczy małe: „Nie martw się. Pomogę Ci. Razem damy radę.”).

christian-sterk-218727

Mój starszak właśnie czyta „Władcę Lewawu” autorstwa Doroty Terakowskiej. Korzystając z okazji, sama ją połknęłam. Polecam wszystkim rodzicom. To książka zachęcająca do buntu!! TAK!! Do nie godzenia się na bierność i niesprawiedliwy los. Dzieci dowiadują się z niej, jak dzięki odwadze, poświęceniu i buncie przeciwko marazmowi, można zmienić czyjeś życie, a nawet świat. Jest to idealna pozycja książkowa dla Keatona Jonesa, chłopca, o którym pisałam na początku posta. Mówi, że pomimo inności, lęku i wbrew całemu światu, przy nawet niewielkim wsparciu, można znaleźć w sobie siłę do walki.

Uczcie, drodzy rodzice, swoje dzieci asertywności. Mówcie im, że zawsze koło nich jesteście, że mogą na Was liczyć, nawet jak coś przeskrobią. Uczcie ich wiary w siebie i walki o siebie. Dając im miłość, swój czas, akceptację i wsparcie, będziecie mieli udział w wychowaniu pewnych siebie, mądrych i przebojowych ludzi.

 

 

Link do krótkiego wystąpienia Keatona Jonesa:

https://www.youtube.com/watch?v=koBvI6l8qvk#action=share

 

Pozdrawiam wszystkich niepokornych,

Wasza Creativemama

 

 

Zdjęcia pochodzą ze strony Unsplash.com

powrót
do listy