Po PIERWSZE, nie krzywdź

by CreativeMAMA

 

Chcemy dla naszych dzieci jak najlepiej. Kochamy, tulimy, śpiewamy, nosimy, uczymy, pokazujemy świat i równocześnie krzywdzimy. Codziennie widzę przynajmniej kilka mam i kilku tatusiów, choć panowie są tu raczej w mniejszości. Sama byłam TAKĄ mamą kilka lat temu, gdy miałam tylko jedno dziecko. Przy drugim puknęłam się w głowę i nagle doznałam iluminacji. Przeżyłam rodzicielskie katarzis.

Będąc wczoraj w szkole, nie mogłam oderwać wzroku od 8 latka i jego mamy. Co tak kobieta robi? Zastanawiałam się i gapiłam równocześnie. Gapiłam się dobre 5 minut, a moja mina musiała zdradzać poszukiwania mózgu, bo czynności wykonywanych nad dzieckiem, nie rozumiałam. Tzn. rozumiałam, ale przyczyn nie mogłam pojąć, bo jak uzasadnić fakt, że kochająca mama ubiera buty 8 latkowi? Trampki schowała do worka, po czy z nadgorliwością w gestach przystąpiła do ubierania bluzy swemu, całkiem rozgarniętemu dziecięciu, a na końcu czapki z daszkiem…

Byłam w głębokim szoku! Ale ale….nie zdążyłam dojść do siebie, gdy oto po przeciwnej stronie korytarza moim oczom ukazał się identyczny widok – tym razem babcia kontra żywa 9-10 latka !!!! I ta sama historia….na klęczkach zmiana bucików maluszkowi…. W czasie jak babcia w stanie przedzawałowym, obnażając skrzętnie ukryte, długą spódnicą, przed światem łydki pociła się nad stopami wnusi, rzeczona w tym czasie grała na smartfonie !!! No litości…. Skoro dzieciak umie wysłać wiadomość na messenegerze, umie też na pewno założyć sobie buty. A może już nie umie, bo najukochańsi rodzicie i dziadkowie oduczyli samodzielności?

1485474888561

Pamiętam jak wczoraj, jak mój najstarszy syn poszedł do przedszkola….jako 3 latek. Któregoś dnia, gdzieś po 2-3 miesiącach, zakładałam mu pantofle. Wtem, jak w kreskówce, ni stąd ni z owąd pojawiła się przy mnie Pani Dyrektor (bardzo mądra i wesoła kobieta). Jak na mnie nie huknie…” A co Pani robi!!?!!” Lekko drżącym głosem odpowiedziałam, że pantofelki zakładam synkowi mojemu małemu. „Ale dlaczego?” No….jak to…żeby miał w czym chodzić. „A spieszy się Pani?” Nie. Nie spieszyłam się. „Więc pozwól mu mamo samemu.” Ale jak to? Przecież on jest mały i potrzebuje pomocy, bo się rozprasza, na złe nogi zakłada, nie umie zapiąć. „POZWÓL!!” Pozwoliłam. Umiał sam założyć, zapiąć i pobiegł. Dłuższa rozmowa z Panią Krysią (pozdrawiam serdecznie Dyrekcję przedszkola nr 97, do którego od września idzie również moja Basia) uświadomiła mi, że robię swojemu dziecku krzywdę. Przedszkolanki przecież nie ubierają wszystkich dzieci –owszem, pomagają jeśli zajdzie konieczność, ale dzieci, jak im pozwolić, potrafią…

Wspomniałam o tym, że moja Basia idzie do przedszkola. Teraz chodzi do żłobka. We wrześniu kończy 3 lata. Od 1,5 roku sama się ubiera, z różnym efektem – kto ją zna, ten wie, że mogłaby wyznaczać trendy w ekscentrycznym outfitcie. Ale robi to sama. Buty też sama zakłada – lakierki do dresu i kalosze do krótkich spodenek – ale sama. Dwie różne skarpetki, kropki do pasków, czapka z daszkiem do „księżniczkowej” sukienki, kostium kąpielowy na spodnie – ale sama. Nie pomagam chyba, że poprosi. Podobno „tak mają dziewczynki”. Podobno.

A chłopcy? Ufff….cięższy temat, ale też sami się ubierają od mniej więcej 2 roku życia. No…pierworodny nie miał tak łatwo, bo mamusia często wyręczała, ale przestała. Sami sobie ubrania do szkoły wybierają – zasada jest taka: ubrania mają być czyste i niedziurawe. Czasem pojawiają się dylematy dotyczące butów – trampki czy trekkingowe… jest to problem skorelowany z porą roku – wiosna/jesień. Nie ubieram…czasem poganiam. No dobra…często.

Czy rodzic tylko w taki sposób krzywdzi dziecko? Ależ nie…..przykładów jest wiele. Koronnym jest sprzątanie po dziecku. Nie mówię tu o maluszku, ale z doświadczenia muszę powiedzieć, że 2 latek prędzej po sobie posprząta niż np. 10 latek.

Czego staram się NIE robić:

– nie odnoszę talerzyków po posiłku, chyba, że zbieram po wszystkich

– nie segreguję brudnych/ czystych ubrań wieczorem,

– nie składam ubrań,

– nie pakuję plecaków,

– nie sprzątam zabawek

i NAJWAŻNIEJSZE,

NIE ODRABIAM LEKCJI ZA DZIECI!!

Czasem stos brudnych ubrań w pokoju chłopaków sięga pępka….nie dotykam. Śmieję się, że jak zalęgną im się robale, to jedyne co zrobię to upcham ręcznik pod ich drzwiami żeby nie wyszły na dom.

Co zatem robię? Motywuję….moja motywacja przybiera różne formy od zachęcania, handlu wymiennego, prośbo-groźby, aż do szantażu….najczęściej układam im chronologię planu dnia, czyli wyjdziecie na podwórko/ na urodziny kolegi/ zagracie, jak pokój będzie czysty. Finisz….to rozwiązuje wszelkie kwestie. Co prawda, mój 8 latek ciągle walczy i liczy, że jednak się uda, więc jak kończy mu się czas to uderza w płacz, ale to nie działa. Mój system nerwowy uodpornił się na spazmy wywołane chęcią ugrania czegokolwiek. Nie uginam się, ale nie jestem głucha na kontrargumenty. Uczę chłopaków negocjacji i formułowania postulatów. Pozwalam im na wynegocjowanie np. sprzątania na ich warunkach. To powoduje, że ich organizmy jakby mniej się buntują przeciwko porządkowi. Starszy przyjął taktykę „na nastolatka” – foch, „to nie fair”, „to jest szantaż”, „czemu ciągle ja…”, a potem i tak sprząta.

Przykłady irracjonalnych, rodzicielskich zachowań można mnożyć do woli: karminie, krojenie na mikro kawałki jedzenia (mowa tu o dzieciach starszych niż roczniak) – tu górują babcie, w nieskończoność mycie zębów dziecku, mycie dziecka, wycieranie za dziecko rozlanych płynów, zamiatanie po dziecku, etc…. Wymieniać można w nieskończoność, tylko po co? Jeżeli rodzic wykonuje wszelkie czynności za swoją pociechę, to je krzywdzi.

markus-spiske-117324-unsplash kelly-sikkema-212376-unsplash hannah-tasker-333889-unsplash

 

 

 

 

Wiadomo, nie w każdym wieku dziecko jest w stanie wykonać każdą czynność, ale jeżeli 3 latek chce odkurzać – to niech odkurza, jeżeli 7 latek sam chce zrobić śniadanie – niech zrobi, jeżeli 9 latek chce wyprowadzać psa – niech wyprowadza. POZWALAJNY !! Nawet, jeżeli będziemy musieli poprawiać, jeżeli coś się rozbije, rozleje, rozedrze – pozwalajmy. Bez próbowania, bez potykania się, upadania i wstawania, dziecko się nie nauczy. Pomyślcie jakich niezdolnych do życia dorosłych „wyprodukujemy” wiecznie ich wyręczając. Ja osobiście bardzo się cieszę, że moja teściowa powalała swojemu synowi majsterkować – dzisiaj mój mąż umie naprawić wszystko,  nie boi się próbować. Wrzucony do dżungli jedynie ze sznurkiem, zapałką i scyzorykiem przeżyłby i jeszcze zbudował hotel SPA z jacuzzi ;)

A zatem, chociaż raz dziennie, pozwólcie swojemu dziecku na czynność, której Waszym zdaniem nie potrafi. Obserwujcie co się stanie. Wyniki tego eksperymentu będą zaskakujące! Dziecko często znajduje swój własny sposób na rozwiązanie trudnego zadania, a to jest niesamowite.

 

aviary-image-1486561152637Wasze CreativeMAMA

powrót
do listy