GET SHIT DONE czyli jak się wziąć do roboty

Mam często takie przestoje. Niby działam jak automat, chodzę do pracy, zajmuje się domem-dzieckiem i robię wszystko co trzeba… ale nic ponadto. Zero funkcji rozwojowej. I tak sobie myślę, że jest to mega duży problem. Dni uciekają jak przez palce. A mamy ich skończoną ilość. Ostatnio jeden polski biznesmen  Robert Gryn mega mnie motywuje (ale o tym już pewnie wiecie bo non stop o tym piszę/mówię;-P) Staram się wdrażać w życie rady które u niego podłapałam żeby w końcu ruszyć z miejsca szczególnie z realizacją tych największych celów które też wymagają najwięcej pracy. Nie mam pojęcia jak się za nią zabrać. NO bo jak zbudować firmę o której się marzy? Jak wrócić do sylwetki sprzed ciąży? Jak zacząć podróżować po świecie? Jak? Jak? Jak? No zdecydowanie realizacji naszych marzeń trzeba poświęcać więcej czasu na co dzień. Czy wiecie ile czasu tygodniowo pracuje twórca Tesli, PayPala i SpaceX Elon MUSk? 100-120H/tydz! Ok, możecie powiedzieć, to facet i do tego ostro przegina. Sama sobie tak to tłumaczę, natomiast nie zmienia to faktu że robi to o czym marzył jako dzieciak, do tego też ma rodzinę i to sporą (ma 5-cioro synów(!)) i pracuje jak TYTAN żeby zmienić świat w którym żyjemy na lepszy – dla nas wszystkich!

Zatem gdzie jest klucz do sukcesu? Czemu on może tyle czasu poświęcać na tworzenie lepszego świata a ja nie? Czy on nie ma nic innego do roboty?? Ano właśnie i tu dochodzę do setna problemu. Ja swoje marzenia traktuje jako dodatek, coś na co mam czas i co zrobię kiedyś – wszystko inne na co dzień jest pilniejsze, bo się pali. A jak jestem już zmęczona to należy się przecież chwila odpoczynku. A jak odpoczywam? Oczywiście z telefonem w ręce..

Ostatnio zdałam sobie sprawę, że oprócz tego że często mam ‘gorsze dni’ to jeszcze jestem uzależniona…. totalnie.. od przeglądania telefonu! Podobno obliczono że średnia ilość dotknięć telefonu na dobę wynosi ponad 2 tys.. (cyt. Robert Gryn). Tyle razy dziennie sięgamy po telefon, żeby przeczytać fb, wiadomości, sprawdzić maila, instagram itp. I nie byłoby w tym nic złego gdyby nie to, że takie małe przyjemne rozpraszacze w ciągu dnia oddalają mnie od moich marzeń– bo dochodzę do nich znacznie wolniej! A jak policzyłam ile mi dni zostało do 60-tki..ba 40tki! To się złapałam za głowę że tak mało…coraz mniejsze szanse na realizację tych wszystkich pomysłów które kłębią się w głowie.

Rozpraszacze to straszna rzecz, takie ciche wyjadacze Twojego czasu i uwagi. Co do nich należy? Wszystkie aplikacje w telefonie, powiadomienia o nadejściu nowych wiadomości, maili, wpisów itp., ludzie którzy do Ciebie mówią jak ty próbujesz pracować, dużo śmieci na pulpicie w trakcie robienia zadania. Ok wiem, skupiam się na pracy biurowej a blog ogólnie jest mamowy i tekst może Was nie zainteresować. Ale jakby się chwilę zastanowić to trochę można to przerzucić na schemat bycia na macierzyńskim w domu. Oczywiście głównym PROJEKTEM wówczas jest bobas i to wokół niego skupia się cały wysiłek. Dokładnie pamiętam jak to było u mnie. Telefon z Internetem to była dla mnie najwspanialsza odskocznia jaką miałam! Dziecko było przy cycku cały czas, młoda jadła kilkadziesiąt razy na dobę.. Tak więc jedyną możliwością żeby nie zwariować było pisać z koleżankami lub przeglądać fb w pozycji wertykalnej;P I tak przez pierwsze 3 miesiące miałam dużo czasu dla koleżanek. Uważam to za cudowny czas, zbliżyłam się dużo z dziewczynami na macierzyńskim z którymi do dzisiaj mamy super kontakt. Nie uważam żeby był to czas stracony! Ale gdy miałam maleństwo to był odpowiedni moment na te rzeczy. Teraz moja córa jest już ponad 2letnim szkrabem, który jest ciekawy świata i mama na telefonie nie ma już co tyle wisieć (uczy ją złego nawyku, mnie zabiera czas i oddala od celu).

Chciałam tylko Wam powiedzieć, że jeśli macie jakieś marzenia – nawet takie najbardziej nierealne i szalone – to nie rezygnujcie z nich tak łatwo. Nie poddawajcie się. Wiem, że na co dzień dużo zajęć szczególnie przy szkrabach… ale rozpraszaczy i tak jest jeszcze więcej! Masz TV? Telefon z różnymi grami/aplikacjami? Dużo koleżanek z którymi trzeba poplotkować? I super, korzystaj z tego, nie zaniedbuj przyjaciół na których najbardziej Ci zależy tylko bądź świadomy że marzenia czekają obok..

Co w takim razie zrobić żeby wziąć się do roboty i jak to mówi Robert get the shit done;P? Jak ułatwić sobie drogę do realizacji największych marzeń?

 

  1. Zrób porządny ‘rachunek sumienia’. Które znajomości Cię rozwijają a które cofają i dołują? Jakie czynności ‘zjadają’ bezproduktywnie najwięcej Twojego czasu i uwagi? Czy to są ludzie/rzeczy/czynności dla których warto poświęcić swoje cele i marzenia? Na Tobie spoczywa odpowiedzialność realizacji talentów które otrzymałeś. Nie zmarnuj ich dla kogoś/czegoś co nie jest tego warte.
  2. Jeśli o czymś myślisz codziennie to znaczy że musisz się za to koniecznie wziąć – to znaczy że właśnie po to jesteś na tym świecie. I nie mówię tu o myślach typu: muszę nauczyć się angielskiego żeby zmienić pracę (uczysz się go od szkoły podstawowej a nadal uważasz że jest kiepski). To nie jest marzenie! Zostaw w spokoju rzeczy w których nie jesteś dobry albo do których musisz się zmuszać. Marnujesz tylko swój czas! Marzenie to to, co chodzi po głowie niechciane, coś do czego nie chcesz się przyznać nawet przed samym sobą, coś o czym nie masz odwagi głośno mówić bo boisz się że zostaniesz wyśmiany. To coś co jest schowane głęboko w Twoim sercu i sam przed sobą boisz się przyznać że masz odwagę o tym myśleć. Bo sam nie wierzysz, że da się to zrealizować. Uwierz, skoro masz to w głowie, to znaczy że się da. Po prostu poświęć temu więcej czasu żeby odkryć sposób realizacji.
  3. Największe marzenia tak nas przerastają, że nawet nie zaczynamy. Skoro marzy nam się coś nierealnego to po co w ogóle tracić energię żeby się za to brać? Żeby tak szybko nie rezygnować podziel realizację marzenia na kilka etapów/rozpisz je – bo jak ono jest takie duże to staje się nie do osiągnięcia. Jednym z moich marzeń jest takie zdrowotne: przestawić miednice i wyprostować kręgosłup oraz ćwiczeniami odciążyć halluksa żeby nie musieć go operować. Chcę być sprawna na starość i do tego zadbana i szczupła;) Samo w sobie niewykonalne! Bo przestawianie kości w moim wieku jest śmiechu warte a i spadek z wagi coraz trudniejszy. Ale to marzenie bycia zdrowym i sprawnym mnie nie opuszcza..więc zaczęłam od chodzenia na pilates (więcej mój organizm po porodzie nie był w stanie robić), potem jak już byłam sprawniejsza poszłam do 1-szego, potem 2-giego i 3-ciego fizjoterapeuty. Trafiłam w końcu na takiego który rozpoczął pracę z przestawianiem miednicy. Zrobiłam zdjęcie RTG całego ciała i okazało się że jestem ciężkim i rzadkim przypadkiem, cały czas pod górę. Wizyta 1xw miesiącu, mechaniczne rozciąganie jednego boku, rozluźnianie mięśni i napięć żeby zrotować miednicę to długotrwały i trudny proces. Zaczęłam go w styczniu 2016 i regularnie ćwiczę w domu co mi każą, co miesiąc chodzę na bolesne zabiegi. Wczoraj zrobiłam kolejne badanie RTG. Pod koniec miesiąca zrobimy z fizjoterapeutą porównanie po 1,5 roku pracy i zobaczymy. Wiem że dużo pracy przede mną ale ja nie dam sobie wmówić że się nie da. Nie poddam się. Moje dziecko ma mieć zdrową i zadbaną mamę. Sprawną na stare lata. To moja odpowiedzialność. Warta żeby się na niej skupić i poświęcić jej nawet kilka-kilkanaście lat. A dla figury ćwiczę ze Sportsmamą (Aleksandra Rożnowska). Nie dość że wspaniała przyjaźń, kobieta rakieta która jest super przyjacielem i autorytetem to jeszcze ciągnie w górę jak mało kto PS. Otaczajcie się wspaniałymi ludźmi! Nie znacie takich osobiście? Nie szkodzi! Ja nie znam osobiście Roberta Gryna co nie przeszkadza mi śledzić jego vloga i uczyć się od niego – nie szukajcie wymówek.
  4. Marzenia są na każdej płaszczyźnie – nie zaniedbuj ich: w życiu rodzinnym (jako mama/żona/kobieta), w życiu zawodowym(jako pracownik/biznesmen/przywódca), w życiu sportowym (jako zdrowa mama/zadbana kobieta/żona), w życiu naukowym (jako nauczyciel dziecka/mądra kobieta/przykład/mędrzec życiowy), w życiu towarzyskim (jako przyjaciel/znajomy/inspiracja dla innych). Dla każdego co innego będzie priorytetem i to jest zrozumiałe. Natomiast nie jest dobre gdy odpuszczasz np. kwestie zdrowotne tłumacząc że nie masz na to czasu bo inne rzeczy są ważniejsze lub dziecko zajmuje za dużo czasu. Pamiętaj, że jak będziesz chora, czy bez emerytury to później odpowiedzialność za Ciebie spadnie na Twoje dzieci i rodzinę. To nie fair. To Twoja odpowiedzialność żeby zabezpieczyć swoje życie. Teraz jest najłatwiej bo jesteś młoda i masz dużo siły. Bądź na starość podporą dla swoich bliskich a nie obciążeniem. Zapracuj na swoją dużą emeryturę przecież od Państwa jej nie dostaniesz. Z wiekiem Twoje potrzeby będą coraz większe. Leczenie, prezenty dla wnuków, chęć podróżowania i korzystania z życia – tylko od Ciebie zależy Twoja przyszłość.
  5. Walcz o szczęście tu i teraz. Codziennie. Przestań narzekać, obmawiać innych i zwalać odpowiedzialność na świat, rząd, los, rodzinę. Życie jest za krótkie żeby tracić je na długoterminowe konflikty i kłótnie, odpuść. Zdaj sobie sprawę że każdy dzień mija i nie wróci. Nigdy nie będziesz tak młoda jak dzisiaj. Zostaje Ci coraz mniej dni na realizację marzeń. Tik tak tik tak tik tak… zostało już tylko 10-15 tys dni. Wykorzystaj je na maksa!

Cytując Mateusza Grzesiaka:

Stwórz życie, w którym jesteś najlepszą wersją siebie, masz czego pragniesz, pomagasz innym i zmieniasz świat.

Cytując Roberta Gryna:

GET SHIT DONE;P

To działamy! Wspaniałej wyjątkowej soboty Wam życzę:)

Flower Power

Na zdj. od lewej: KorpoMama, Ja, Sportsmama:)

20170809_193741

powrót
do listy