FLASHBACK

by CreativeMAMA

courtney-prather-528643-unsplash

 

Dzisiaj nastał kryzys. Moje muzy gdzieś się pochowały, tematy z zakresu dzieciowo-rodzicielkich chwilowo się wyczerpały, niczym wino w moim barku….no nie ma. Zwyczajnie NULL, ZERO, NIC…

I co teraz? Jak dalej żyć?

Dzisiaj z zakresu „Zaobserwowanych”, o wizualnym aspekcie naszego społeczeństwa, a prościej mówiąc – o wyglądzie zewnętrznym młodszej warstwy społecznej (przedział wiekowy 17-29).

Obchodziłyśmy niedawno, drogie panie, nasze święto. Drodzy panowie, pamiętacie, to ten dzień, kiedy musieliście kupić tulipany ;) Ja postanowiłam ten dzień uczcić po swojemu, czyli w gronie bab. Kinga, Justa i Madzia – pozdrawiam!! Tak więc z trzema pięknymi, mądrymi i bardzo wesołymi babami poszłyśmy na StandUp. Nie jestem miłośniczką tego rodzaju wystąpień publicznych, jednak baby ze sceny rozbawiły mnie do łez. Do tego wariackiego kwartetu dołączyła Kasia Nosowska! Jej dystans do siebie, poczucie humoru, sposób śmiania się…GENIALNA!

kasia nosowska

Uwielbiam takie kobiety! Rozbawione i w szampańskim nastroju postanowiłyśmy kontynuować ten wieczór, a że na dodatek były moje urodziny…poszłyśmy w najfajniejsze, supermodne, hipsterskie miejsce w Krakowie. Klimat industrialny – pofabrykowe budynki, bez specjalnych przebudów przystosowane na potrzeby klubów, barów, restauracji i kawiarni. Gwar, śmiechy, muzyka, dobre jedzenie i kolorowe drinki. Dostałyśmy stolik w części, jak szybko oceniłyśmy, dla starszaków. Kto mnie zna, ten wie, że zawsze na przystawkę zamawiam kawę J W kinie też, w teatrze (jeśli się da), na zakupach…wszędzie. Ot, tak mam. Tak więc z filiżanką w dłoni, a raczej z kubasem, bo zawsze zamawiam największą opcję, zaczęłam przeczesywać wzrokiem lokal. Tak! Dobrze myślicie! Podglądam….nie podsłuchuję, ale uwielbiam przyglądać się ludziom. Im większy koktajl człowieków, tym bardziej mnie to wciąga. Od twarzy, do twarzy…włosy, makijaż, ubrania, buty, torebki, płaszcze, kurtki, krawaty, koszule, buty, gesty, mimika, taniec dłoni, trzepot rzęs, błyski w oczach…. Nie oceniam, robię przegląd trendów, co nowego w modzie, na co pogoda, co się nosi, co cieszy ludzi…. O zgrozo! Wszyscy piękni i jednakowi! Nie, nie źle, że piękni, ale coś mi nie pasowało. Przyglądałam się dobre 30 minut grupie dziewcząt jedzących sałatki nożem i widelcem, ogórek po ogórku, oliwka po oliwce, zapijających fit danie wodą i alkoholem. Wszystkie zgrabne, wystylizowane mimozy. Jednakowe wyprostowane fryzury, jednakowe ubrania, jednakowe dodatki, jednakowy makijaż. Taka moda. Wstały i ubrały jednakowe płaszcze – jednak nie jednakowe, bo każdy w innym kolorze – czarny, beżowy, musztardowy lub brązowy, ale jednak takie same. Torebki niby różne, a jednak takie same, buty też jakby z jednej wystawy… Pierwsza  myśl, może to takie psiapsiółki, co to wszędzie razem, wszędzie tak samo – zdrowo, bo nie ma rywalizacji. Przerzuciłam wzrok w inne miejsce…oooo, panowie. Różni, ale znowu jakby ksero. Brody, wystylizowane fryzury, o dziwo, łydki pochowane. Eleganccy, może z biura prosto. Hop i jestem przy kolejnym stoliku. Para…gruchają sobie turkaweczki, młodzi, modni i … identyczni jak ci poprzedni. Głośno dałam upust frustracji. Co jest? Popatrzyłam po nas….po kobietach po 30-stce…każda inna. Każda ubrana inaczej – inne trendy, inne kolory, inne wzory. Włosy różne, nie wyprostowane firanki – krótkie, długie, średnie, jasne, naturalne, ciemne… Makijaż i bez, paznokcie kolorowe i naturalne, na obcasie i płaskiej podeszwie, kurtki, trencze, swetry, szale, torebki i torebeczki…każda inna, każda piękna.

kelsey-chance-575551-unsplash

brooke-cagle-52216-unsplash

Ten post został porzucony na kilka dni. Wracam do niego z przemyśleniami. Wróciły do mnie przebłyski mojego liceum i studiów.

Nie będę więcej krytycznie spoglądać na młodzież i modę…o kwestiach gustu się nie dyskutuje. Każdemu się podoba co innego, ale…przebywając długo w kręgu konkretnych ludzi z konkretnymi poglądami i stylem, nieświadomie: albo się do nich upodabniamy, albo wręcz odwrotnie, płyniemy pod prąd. Tak czy inaczej, lwia większość nie chce odstawać, więc siłą rzeczy, upodabnia się do otaczających ludzi. Stąd moje wspomnienia z czasów liceum, dotyczące ubioru mówią  mi, że też wyglądałam jak inni. Wszystkie jak ksero. Na studiach było inaczej, bo moje jednak kreowały indywidualizm, co nie zmienia faktu, że kilka najbliższych koleżanek zawsze wyglądało podobnie. Co się zatem stało, że teraz, po 30-stce, wyglądamy różnie? Ano…przede wszystkim, my – czwórca dzieńkobietowa, poznałyśmy się jako już dojrzałe, ukształtowane twory (przynajmniej niektóre z nas ;) ). Każda pracuje w innym miejscu – na co dzień przebywa w innym otoczeniu z innymi ludźmi, każda ma inną figurę, inny pomysł na życie. Mamy mężów i dzieci, swój światopogląd i swoje zdanie…jesteśmy świadomymi siebie kobietami. I tak drogie Panie, konsensus jest jeden…w pewnym wieku chcemy płynąć z prądem, być akceptowane i nie wybijać się, a po 30-stce, mamy to głęboko w d…., tzn. w głębokim poważaniu.

dani-vivanco-558829-unsplash

 

 

aviary-image-1486561152637Wasza CreativeMAMA

 

powrót
do listy