Eksperymenty na dzieciach

by KorpoMAMA

image2

Czy robicie czasem eksperymenty na własnych dzieciach? Tak, eksperymenty… Tak, na dzieciach. Czy czasem testujecie swoje pomysły na dzieciach? Nie? Ja tak czasem robię. Dlaczego? Bo nie miałam wcześniej doświadczenia z dziećmi. Bo nie znam swoich dzieci na wskroś (czy kiedykolwiek poznam?). Bo czasem nie wiem co mam z nimi robić a poradniki i rady “doświadczonych” rodziców zazwyczaj puszczam mimo uszu. Bo każde dziecko jest inne. Niby takie oczywiste, a jednak strasznie generalizujemy. Bo większość dzieci robi tak… Bo trzeba zrobić tak, a wtedy się uda. A jeśli się nie uda? To znaczy, że z nami jest coś nie tak, czy z dzieckiem? Dlatego ja robię testy na dzieciach. Badam, co na nie działa, a co nie. Badam, co działa na jedno dziecko, a co na drugie. Bo czasem opanuje starsze dziecko, a na młodsze ta sama metoda nie działa. Dziś opowiem Wam o eksperymencie numer 1. Szczerze mówiąc absolutnie w niego nie wierzyłam. Trwał 2 miesiące i wyniki są całkiem obiecujące.

CEL BADAŃ: Sprawić, żeby dzieci były grzeczniejsze i słuchały co się do nich mówi. To chyba najtrudniejsze z zadań rodzica. Każdy chce, żeby jego dzieci były grzeczne i żeby go słuchały. Wyobraź sobie, że idziesz do sklepu, a dziecko się pyta, czy kupisz mu batona. Ty odpowiadasz, że nie – kupisz za to jabłko. A tu zamiast awantury i dzikich ryków słyszysz “dobrze mamo”. Wyobraź sobie, że mówisz: “Sprzątamy teraz, a potem idziemy spać”, a dziatwa radośnie sprząta i idzie myć zęby. Tak wiem… Marzenie. A czemu niektóre matki to słyszą, a reszta niestety nie? Takie nam się dostały egzemplarze? Tak nas “pokarało”? Czy może to my nie umiemy wychować dziecka i wchodzi nam na głowę? Nie wiem, ale problem jest i postanowiłam sprawdzić co działa na moje dzieci.

OBIEKT BADAŃ: 4-latka i 2-latek. Bardzo oporni na jakiekolwiek próby wyegzekwowania posłuszeństwa.

EKSPERYMENT: Na drzwiach lodówki umieściłam miesięczny kalendarz (osobny dla każdego dziecka) i codziennie zapisywałam czy danego dnia było grzeczne (uśmiech) czy nie (smuteczek). Ważne jest, żeby na początku dokładnie wytłumaczyć dziecku, co to znaczy być grzecznym (wbrew pozorom to nie jest oczywiste), a co powoduje, że dziecko nie zachowywało się grzecznie (co też nie jest oczywiste). Dość surowo oceniałam dni (zdarzało się, że jedno wydarzenie w ciągu dnia powodowało smutną minkę). Owszem, było mi i dzieciom smutno, kiedy musiałam z jakiegoś powodu wpisać smutną minkę, ale jak trzeba było to trzeba. Wytrwaliśmy 2 miesiące. Motywacją była nagroda za przewagę lub same uśmieszki – wybrana przez dziecko (wyjście na basen, na kulki, zabawka lub coś innego). My na początku miesiąca uzgodniliśmy co będzie nagrodą.

EFEKT: Dzieci dużo bardziej zwracały uwagę na to, czy zachowują się grzecznie czy nie. Często pytały, czy dotąd były grzeczne czy nie (w wersji 2 latka “Michał dobry?”). Co bardziej istotne, wiedziały, że mi zależy na tym, żeby były grzeczne. To oczywiste, ale czy dzieci o tym wiedziały? Wydawało mi się, że tak. A jednak – niekoniecznie. Teraz, nie kontynuujemy eksperymentu, a jednak łatwiej mi się z nimi dogadać. Czasem wystarczy sam wzrok, nawet nie muszę mówić, że to nie jest grzeczne zachowanie. Nie wierzyłam w to, ale poprawa jest. I to znacząca.

STRATY: Tak, musiałam na koniec miesiąca – jak obiecałam zakupić zagrody. Ale nie oszukujmy się – i tak raz w miesiącu (o ile nie częściej) coś im kupujemy. A tutaj była okazja do uroczystej wycieczki do sklepu i samodzielnego wybrania nagrody. Jeżeli ustalimy z dzieckiem na początku jaka będzie nagroda – raczej nie stracimy fortuny. Może to być również wycieczka, wyjście do kina lub kawiarni. Możliwości jest dużo. Przy okazji dowiadujemy się o czym marzy nasze dziecko (czy bardziej o wyjściu gdzieś razem, czy bardziej materialnej rzeczy). Takie czekanie na coś przez miesiąc czasem też dobrze robi – dziecko nie dostaje od razu czegoś, co chce.

WNIOSKI: Eksperyment był prymitywny i łatwy do zrealizowania. A efekty, przyznam – zaskoczyły mnie. Nie sądziłam, że dadzą nabrać się na coś takiego. A jednak – nawet 2-latek wydawał się znać powagę sytuacji i również całkowicie wciągnął się w zadanie (podejrzewałam to o to moją 4-latkę , ale 2-latka już absolutnie nie). Nie oznacza to, że zadziała to na każde dziecko, ale czy nie warto eksperymentować na swoim? Nawet jak nie jesteśmy do tego przekonani?

image1

Wasza Korpom@ma

powrót
do listy