Czy jest różnica?

by KorpoMAMA

glowne

 

Kiedy decydujemy się na to drugie lub kolejne dziecko – lub jak już jesteśmy w ciąży – przebiegają nam tysiące myśli. To już nie jest czysta radość i czekanie na to maleństwo. To mnóstwo wątpliwości. I nie chodzi tu o to, że noworodek wywróci nam życie – to już doskonale wiemy – ale tego boimy się najmniej. Cały czas zastawiamy się jak bardzo zmieni się życie naszego starszego, dotąd jedynego dziecka. Oczywiście, większość dzieci cieszy się na nowego członka rodziny. Ale już będąc w ciąży – więcej leżymy, odpoczywamy (przynajmniej się staramy) i już tego czasu jest dla naszego dziecka znacznie mniej. A  co będzie po porodzie? Wiadomo, że noworodek absorbuje 100 procent czasu , a jak znajdziemy jeszcze czas dla drugiego dziecka? Dotąd miało całą mamę, tatę, babcię czy ciocię tylko dla siebie. I wszyscy poświęcali mu cały swój czas.

FullSizeRender-3

Mnie przerażało jeszcze to, że będąc non stop gdzieś pomiędzy jednym a drugim dzieckiem, nie zadowolę ani jednego, ani drugiego – a już na pewno nie znajdę czasu dla siebie. I tak przez pewien czas było. Ale ratowała mnie myśl, że kiedyś musi być lepiej. I w końcu to kiedyś nastąpiło. W idealnym świecie, podzieliłabym swój dzień na kilka części:

  1. Czas dla dzieci razem
  2. Czas tylko dla jednego dziecka
  3. Czas dla męża
  4. Czas na pracę
  5. Czas na sen i odpoczynek
  6. Czas na gotowanie, zakupy i sprzątanie
  7. Czas dla siebie

I tak w idealnym świecie, rozplanowałabym sobie godzina po godzinie kiedy dla kogo mam czas. Jednak wiadomo, że nie śpimy tyle ile byśmy chciały (o odpoczynku to często można pomarzyć). Czas tylko dla jednego dziecka (który jest bardzo ważny jak masz co najmniej dwójkę) – w praktyce wygląda różnie (bo często to drugie nie ma z kim lub czym się w tym czasie zająć). Niestety najczęściej życie planuje za mnie większość mojego czasu. Dzieci najczęściej same wymuszają ile czasu im poświęcamy. Kradniemy czas na porządki i często nie zostaje już czasu dla siebie.

Po pracy życie kręci się wokół dzieci. Co wtedy robimy? Najczęściej „nudzimy się”. Czyli chodzimy na spacer lub na plac zabaw. Dzieci razem ze mną sprzątają lub coś pieką. Same wymyślają czy czytam książki czy budujemy z klocków. I zanim się obejrzę – już jest czas na kolację, kąpiel i spanie. W weekendy staram się nadrabiać we wszystkim tym, czego nie zdążyłam zrobić w tygodniu. I staram się to dobre określenie. To prawda, że przy dwójce maluchów nie ma na nic czasu, bo to jeden chce jeść, to drugi, to pić , to czytać, to siku… i tak w kółko. Ale dzieciom w domu raźniej razem – i paradoksalnie mogę coś w domu ogarnąć tylko wtedy jak są we dwoje. Jak jest tylko jedno to nie ma opcji – zawiśnie na nodze to już nie odpuści – jestem jego niewolnikiem.

FullSizeRender-1

Czy bawią się razem? Nie i wątpię by to kiedyś nastąpiło (już nawet przestałam na to liczyć…). Mają tak różny typ zainteresowań ( jak to chłopiec i dziewczynka) – że nawet jak budują z klocków – to zupełnie co innego. Bawią się raczej tak obok siebie a wszelkie próby wspólnej zabawy kończą się kłótnią/bójką/płaczem/awanturą a najczęściej wszystkim naraz.

Pomimo, że są już razem już 2,5 roku – toczą walkę o mamę cały czas (jakby było o co…). Ale to już tak chyba zostanie. I cały czas muszę się pilnować, żeby było: to samo, po równo, tak samo, itd… Nie tylko chodzi o to, żeby nie wyróżniać nikogo, ale o tą awanturę i niepohamowany płacz dziecięcy, że o to ktoś dostał kromkę z mniejszą ilością masła, a ktoś z większą ( i nie da się tego naprawić…).

Na koniec dialog z dnia wczorajszego, odzwierciedlający naszą domową sytuację.

Przychodzę po dzieci do przedszkola, jak zwykle nie chcą iść do domu. W końcu udaje mi się namówić starszą, żebyśmy już jednak wracali. Młody po 15 minutach próśb, bawi się dalej w najlepsze.

JA: Steniu, powiedz Michałkowi, że idziemy sobie bez niego – zostanie tu sobie na noc

Stenia: Nie powiem mu tak. Kogo będę męczyć w domu?

FullSizeRender Wasza KorpoMAMA, którą dzieci męczą mniej odkąd męczą siebie :)

 

powrót
do listy